Po co w ogóle jechałam do Słowenii? Ach, i tu znowu wracamy do tych wybitnych kolarzy, przepraszam, nie chciałam, no ale skoro sami pytacie...
Ze Słowenii pochodzi Tadej Pogačar, myślę, że już można śmiało powiedzieć, że najlepszy kolarz wszech czasów (chociaż Eddy Merckx też był niczego sobie!), który wygrał... No w jego przypadku chyba prościej jest wymienić ważne wyścigi, których nie wygrał. I tutaj mamy Vueltę a España, Paris-Roubaix, złoto olimpijskie i tęczę w jeździe na czas.
Tour de France oczywiście na tej liście nie ma - w 2026 Tadej wygrywa Wielką Pętlę po raz piąty, a tydzień później organizuje w rodzimej Komendzie (miasto na Słowenii) wyścig dla amatorów, tak zwany Pogi Challenge. To prawdziwe święto kolarstwa - trzy dni wypełnione wyścigami - takimi dla wszystkich, dla dzieci, dla zawodowców. Do tego wielki piknik, tłumy kibiców, wywiady, koncerty, spotkania dla zamkniętych grup, w tym takiej ze mną, bo wreszcie następuje skonsumowanie wygranej dwa lata temu aukcji charytatywnej i mam okazję poznać Tadeja na żywo!
 |
rzadki moment, kiedy wszystkich wymiotło spod sceny, ale akurat nie działo się tutaj nic, a gdzie indziej (na ulicy) działo się wszystko (kryterium) |
 |
pierwsza szosa Tadeja! To na nim wygrał swój pierwszy wyścig (podjazd pod górę Krvavec) |
 |
| współczesna szosa Tadeja... i inny pojazd |
 |
| nigdy nie przestawaj próbować i nigdy się nie poddawaj |
W piątek na ulicach Komendy rozegrano kryterium, czyli miejski wyścig po krótkiej (mniej więcej kilometrowej; przejechanej jakieś 30 razy) pętli. Idealny dla kibiców, bo dzieje się dużo i dzieje się szybko. W różnych konkurencjach wiekowych, a na koniec crème de la crèmem czyli wyścig męskiej elity - Tadej i przyjaciele (kilku zawodników z UAE, ale też innych zespołów pro peletonu oraz słoweńscy aspirańci do niego).
 |
runda kryterium odcina wewnętrze (teren piknikowy) od zewnętrza; na poziomie ulicy oczywiście nie da się jej przekroczyć, ale żeby kibice mogli się bez przeszkód poruszać między strefami, zbudowano kładkę |
 |
| widok z rzeczonej kładki |
 |
| runda numer 1 - zwarta dopiero rozpędzająca się grupa |
 |
| Tadej jako mistrz świata jeździ w tęczy, więc łatwo go namierzyć |
 |
ostatnia runda - na prowadzeniu Matteo Trentin (który skończy jako drugi) i Tadej (który wygra) |
 |
| ten Matteo Trentin |
 |
| trzecie miejsce dla Luki Mezgec - podium identyczne jak rok temu |
W ostatniej chwili (już po wyjściu z samolotu) dowiaduję się, że na kibicu piątkowego kryterium obowiązuje dress code. Jako że Tadej dopiero co wygrał Wielką Pętlę, a kolorem TdF jest żółty, uprasza się w miarę możliwości o przyjście na żółto. Mamma mia, nie mam w walizce nic żółtego. No nic, prosto z samolotu jadę do centrum handlowego, a potem drugiego, bo w tym sezonie kolor słońca i bananów jest passé. Z perspektywy czasu widzę, że panika była niewskazana - Komenda zamienia się podczas Pogi Challenge'u w jeden wielki piknik, pełen stoisk, co drugie ma w asortymencie żółty.
 |
| kibice: na żółto, na tęczowo, w grochy |
 |
sprawca tego całego zamieszania wszyscy chcą zobaczyć, sfotografować, pozdrowić, zagadać, nie mówiąc już o wspólnym selfiku czy podpisie na gadżetach kolarskich. Tadej dzielnie to znosi, uśmiecha się, a na żółwika z najmłodszymi kibicami zawsze (!!!) znajdzie czas |
Sobota to ten (!) dzień. Wyczekany. Spotykamy się - kilka osób w podobnej sytuacji co moja - że wygrały wcześniej jakąś aukcję charytatywną, która zakładała spotkanie się z Kosmitą. W tym pan Karl ze Stanów, który za 95 tysięcy dolarów kupił poszarpany i ubłocony kombinezon, w którym Tadej wyszarpał triumf w Milano - San Remo (to jedno z jego marzeń, bo wyścig nie jest skrojony pod jego fizjologię, więc bardzo chciał. Co roku wracał i co roku czegoś brakowało. Dopiero w 2026 gwiazdy ułożyły się pomyślnie, mimo upadku w końcówce, po którym musiał się pozbierać). Nasze spotkanie trwa prawie godzinę. Najpierw rozmawiamy, potem jest czas na zdjęcia i podpisy (niektórzy wzięli do tego swoje rowery, jeden kolega dostał autograf na szyi).

 |
kiedy mówię Tadejowi, że mam dla niego prezent z Polski, jego oczy się świecą i pyta z nadzieją czy jakieś jedzenie. Trochę - najlepsze polskie słodycze, do tego kubek z Bolesławca i bransoletkę z bursztynów dla Urški (narzeczonej, również profesjonalnej kolarki) |
Niedziela to wyścig amatorzy vs Tadej. Startujemy (ponad tysiąc osób) z Komendy i jedziemy powoli dziesięć kilometrów po płaskim, gdzie następuje start ostry i mierzyć zaczyna się czas. 15 kilometrów, ponad 1100 metrów przewyższenia. Podjazd pod Krvavec, który Pogi zna na pamięć (tu trenował za dzieciaka, tu wygrał pierwszy wyścig, tu wraca jako najlepszy w przerwach między najważniejszymi tourami świata). Dopiero gdy wystartuje ostatni zawodnik, rusza Tadej i... goni. Większość (jak mnie) dogania bardzo szybko i bezproblemowo. Trzeba jednak oddać, że nie dogonił wszystkich - Frederik, Andrea, Miran, Lorenzo, Mitja, Alexander, Ryan, chapeau bas, jesteście prawdziwymi zwycięzcami tych zawodów!
 |
pół godziny do startu - uśmiecham się, ale już wtedy było gorąco, a po trzydziestu minutach stania w pełnym słońcu i oczekiwania na gwizdek miałam dość jeszcze zanim ściganie się w ogóle zaczęło |
 |
| Tadej chwilę przed startem właściwego podjazdu wchodzi w tryb czekania |
 |
profesjonalna fota od organizatora tutaj jakiś czternasty raz tego dnia myślę, żeby rzucić kolarstwo jest bardzo bardzo bardzo gorąco |
 |
| szczyt i pamiątkowy medal dla wszystkich uczestników. Mamy to! |
Pojechałam sporo gorzej niż planowałam. Za rok wrócę?
 |
| nawet w sklepie nie da się o nim zapomnieć! |
 |
| a podpis XXL można zobaczyć na głównym i żółtym rondzie w Komendzie |