piątek, 18 września 2026

[Komenda] Potęga Odwaga Geniusz Inspiracja

Po co w ogóle jechałam do Słowenii? Ach, i tu znowu wracamy do tych wybitnych kolarzy, przepraszam, nie chciałam, no ale skoro sami pytacie...

Ze Słowenii pochodzi Tadej Pogačar, myślę, że już można śmiało powiedzieć, że najlepszy kolarz wszech czasów (chociaż Eddy Merckx też był niczego sobie!), który wygrał... No w jego przypadku chyba prościej jest wymienić ważne wyścigi, których nie wygrał. I tutaj mamy Vueltę a España, Paris-Roubaix, złoto olimpijskie i tęczę w jeździe na czas.

Tour de France oczywiście na tej liście nie ma - w 2026 Tadej wygrywa Wielką Pętlę po raz piąty, a tydzień później organizuje w rodzimej Komendzie (miasto na Słowenii) wyścig dla amatorów, tak zwany Pogi Challenge. To prawdziwe święto kolarstwa - trzy dni wypełnione wyścigami - takimi dla wszystkich, dla dzieci, dla zawodowców. Do tego wielki piknik, tłumy kibiców, wywiady, koncerty, spotkania dla zamkniętych grup, w tym takiej ze mną, bo wreszcie następuje skonsumowanie wygranej dwa lata temu aukcji charytatywnej i mam okazję poznać Tadeja na żywo!

rzadki moment, kiedy wszystkich wymiotło spod sceny, ale akurat nie
działo się tutaj nic, a gdzie indziej (na ulicy) działo się wszystko (kryterium)
pierwsza szosa Tadeja! To na nim wygrał swój pierwszy wyścig (podjazd
pod górę Krvavec)
współczesna szosa Tadeja... i inny pojazd
nigdy nie przestawaj próbować i nigdy się nie poddawaj

W piątek na ulicach Komendy rozegrano kryterium, czyli miejski wyścig po krótkiej (mniej więcej kilometrowej; przejechanej jakieś 30 razy) pętli. Idealny dla kibiców, bo dzieje się dużo i dzieje się szybko. W różnych konkurencjach wiekowych, a na koniec crème de la crèmem czyli wyścig męskiej elity - Tadej i przyjaciele (kilku zawodników z UAE, ale też innych zespołów pro peletonu oraz słoweńscy aspirańci do niego).

runda kryterium odcina wewnętrze (teren piknikowy) od zewnętrza;
na poziomie ulicy oczywiście nie da się jej przekroczyć, ale żeby kibice mogli
się bez przeszkód poruszać między strefami, zbudowano kładkę
widok z rzeczonej kładki
runda numer 1 - zwarta dopiero rozpędzająca się grupa
Tadej jako mistrz świata jeździ w tęczy, więc łatwo go namierzyć
ostatnia runda - na prowadzeniu Matteo Trentin (który skończy jako drugi)
i Tadej (który wygra)
ten Matteo Trentin
trzecie miejsce dla Luki Mezgec - podium identyczne jak rok temu

W ostatniej chwili (już po wyjściu z samolotu) dowiaduję się, że na kibicu piątkowego kryterium obowiązuje dress code. Jako że Tadej dopiero co wygrał Wielką Pętlę, a kolorem TdF jest żółty, uprasza się w miarę możliwości o przyjście na żółto. Mamma mia, nie mam w walizce nic żółtego. No nic, prosto z samolotu jadę do centrum handlowego, a potem drugiego, bo w tym sezonie kolor słońca i bananów jest passé. Z perspektywy czasu widzę, że panika była niewskazana - Komenda zamienia się podczas Pogi Challenge'u w jeden wielki piknik, pełen stoisk, co drugie ma w asortymencie żółty.

kibice: na żółto, na tęczowo, w grochy
sprawca tego całego zamieszania
wszyscy chcą zobaczyć, sfotografować, pozdrowić, zagadać, nie mówiąc już
o wspólnym selfiku czy podpisie na gadżetach kolarskich.
Tadej dzielnie to znosi, uśmiecha się, a na żółwika z najmłodszymi kibicami
zawsze (!!!) znajdzie czas

Sobota to ten (!) dzień. Wyczekany. Spotykamy się - kilka osób w podobnej sytuacji co moja - że wygrały wcześniej jakąś aukcję charytatywną, która zakładała spotkanie się z Kosmitą. W tym pan Karl ze Stanów, który za 95 tysięcy dolarów kupił poszarpany i ubłocony kombinezon, w którym Tadej wyszarpał triumf w Milano - San Remo (to jedno z jego marzeń, bo wyścig nie jest skrojony pod jego fizjologię, więc bardzo chciał. Co roku wracał i co roku czegoś brakowało. Dopiero w 2026 gwiazdy ułożyły się pomyślnie, mimo upadku w końcówce, po którym musiał się pozbierać). Nasze spotkanie trwa prawie godzinę. Najpierw rozmawiamy, potem jest czas na zdjęcia i podpisy (niektórzy wzięli do tego swoje rowery, jeden kolega dostał autograf na szyi).

kiedy mówię Tadejowi, że mam dla niego prezent z Polski, jego oczy
się świecą i pyta z nadzieją czy jakieś jedzenie.
Trochę - najlepsze polskie słodycze, do tego kubek z Bolesławca i bransoletkę
z bursztynów dla Urški (narzeczonej, również profesjonalnej kolarki)

Niedziela to wyścig amatorzy vs Tadej. Startujemy (ponad tysiąc osób) z Komendy i jedziemy powoli dziesięć kilometrów po płaskim, gdzie następuje start ostry i mierzyć zaczyna się czas. 15 kilometrów, ponad 1100 metrów przewyższenia. Podjazd pod Krvavec, który Pogi zna na pamięć (tu trenował za dzieciaka, tu wygrał pierwszy wyścig, tu wraca jako najlepszy w przerwach między najważniejszymi tourami świata). Dopiero gdy wystartuje ostatni zawodnik, rusza Tadej i... goni. Większość (jak mnie) dogania bardzo szybko i bezproblemowo. Trzeba jednak oddać, że nie dogonił wszystkich - Frederik, Andrea, Miran, Lorenzo, Mitja, Alexander, Ryan, chapeau bas, jesteście prawdziwymi zwycięzcami tych zawodów!

pół godziny do startu - uśmiecham się, ale już wtedy było gorąco, a po
trzydziestu minutach stania w pełnym słońcu i oczekiwania na gwizdek
miałam dość jeszcze zanim ściganie się w ogóle zaczęło
Tadej chwilę przed startem właściwego podjazdu wchodzi w tryb czekania
profesjonalna fota od organizatora
tutaj jakiś czternasty raz tego dnia myślę, żeby rzucić kolarstwo
jest bardzo bardzo bardzo gorąco
szczyt i pamiątkowy medal dla wszystkich uczestników. Mamy to!

Pojechałam sporo gorzej niż planowałam. Za rok wrócę?

nawet w sklepie nie da się o nim zapomnieć!
a podpis XXL można zobaczyć na głównym i żółtym rondzie w Komendzie

piątek, 11 września 2026

[Słowenia] vesel rojstni dan

Wakacje solo to inne doświadczenie, a wakacje solo w miejscu nieznanym to jeszcze kolejny poziom. Czas płynie inaczej - działania z konieczności są spokojniejsze, a jednocześnie lepiej dopracowane. Prowadząc nie mogę oddelegować na drugą komórkę poszukiwań restauracji, parkingu, supermarketu, podcastu do słuchania w trakcie jazdy. Już wsiadając do auta i zwalniając hamulec, muszę dokładnie wiedzieć dokąd jadę i gdzie mniej więcej mogę się tam zatrzymać, a najlepiej jeszcze ile mi to zajmie czasu i co dalej. To oznacza mniej improwizacji, a więcej szczegółów zaplanowanych z wyprzedzeniem. Zdecydowanie nie jest to nasz modus operandi na codzień, ale... od tego też są wakacje. Żeby było inaczej.

Jedną z rzeczy, które na Słowenii robi się inaczej to świętowanie urodzin. W Szwajcarii informuje się sąsiadów o narodzinach, tutaj o okrągłych ich rocznicach, u nas zachowuje się to raczej dla siebie.

czwartek, 27 sierpnia 2026

[Kraków] definicja

Góra Kawiarnia to najlepsza polska kolarska kawiarnia, ale nie jedyna. Oczywiście pojawia się naturalne pytanie o definicję - Góra Kawiarnia jest na wskroś kolarska, jest rowerowo-rowerowa z rowerowymi akcentami. Ile jednak tych gadżetów jest potrzebnych, żeby zasłużyć sobie na zaszczytne miano "kolarskiej kawiarni" - czy wystarczy jeden rower wiszący na ścianie? Czy musi być duży ekran transmitujący na żywo najważniejsze wyścigi? Puchary i koszulki lokalnych grup? Zdjęcia i dyplomy? Nawiązujące do zwyczajów nazwy ciastek? Społeczność, czyli wspólne regularne jazdy? Trudno powiedzieć, pewnie kilka checkboxów wypadałoby odhaczyć, w przypadku kawiarni Tomka Marczyńskiego (tego Tomka) - krakowskiej Equipo Cycling Cafe - nie ma jednak żadnych wątpliwości. To jest miejsce Tomka, o Tomku i pewnie poniekąd dla Tomka.

taka ściana, że człowiek od razu czuje się jak w domu!
vlepka to (kolarskie) życie
Tomek chyba nie ma gdzie składować tego całego żelastwa z długiej kariery
w Equipo jesteśmy podczas Touru i w karcie oczywiście pojawiają się
francuskie akcenty - bagietki, croissanty, flan paryski. Teraz (przełom sierpnia
i września) wkładka do menu jest czerwona jak hiszpańska Vuelta 
pytanie za 1000 punktów: w jakim zespole jeździł Tomek?
wnętrze dużo skromniejsze niż w Górze Kalwarii, ale jest to co trzeba,
czyli cały Tomek. Plastikowa durnostojka przed ekspresem do kawy to
ważna pamiątka - Tomek wygrał dwa etapy Vuelty i tutaj mamy
wizualizację trasy jednego z nich

czwartek, 20 sierpnia 2026

[Teneryfa] za rok biorę na Teneryfę koszulkę na podpisy

Powoli Obieżysmak zamienia się w miejsce, w którym chwalę się spotkaniami z wybitnymi kolarzami i to by było na tyle. Tak jakoś ułożył się ten rok - jesteśmy w pięknych miejscach, w miejscach, w których czujemy się dobrze, ale które też znamy na wskroś i o których na blogu przelano nie jeden kałamarz. Co nowego mogę napisać o Maderze, Teneryfie, Nowym Sączu? Coś mogę i coś jeszcze się pojawi (sprawdzajcie!), ale nie tyle ile mogłabym napisać gdybyśmy dajmy na to spędzili miesiąc w Chile.

Na południu Teneryfy, w miejscowości Vilaflor na wysokości mniej więcej 1500 metrów npm znajduje się niepozorna cukiernia - Dulcería Hermano Pedro - z jakiegoś powodu chętnie odwiedzana przez kolarzy, zarówno amatorów, jak i profesjonalistów. Byliśmy tam niejednokrotnie, ale po spotkaniu dwóch gwiazd wiem, że będziemy bywać jeszcze częściej.

nic ciekawego, ale smaczne

Najpierw napatoczył się Mikel Landa, którego o zdjęcie prosiłam moją błędną hiszpańszczyzną. Mikel jest pod takim wrażeniem, że aż nie wie jak odmówić!

A potem sam Remco Evenepoel, który przez ostatni rok nosił miano poczwórnego mistrza w jeździe indywidualnej na czas: mistrza olimpijskiego, mistrza Świata, mistrza Europy i mistrza Belgii. Mijaliśmy się z nim kilkukrotnie, ale tylko raz nie poruszał się wtedy z tak abstrakcyjną prędkością, że można było go zauważyć, wyciągnąć telefon i zagadać - wszystko zanim zniknie z horyzontu.

I to by było tyle - ale żeby nie było tak aż tak krótko i aż t ak monotematycznie, podrzucam najładniejsze ujęcia z mojej ulubionej wyspy z 2026.

śniaaaaaadaaaaaanieeeee!
inny dzień, inne śniadanie
Jej Wysokość Teide

środa, 5 sierpnia 2026

[Janowiec] the show must go on

W tym roku obsada kobiecego Tour de Pologne była tak dobra, że aż wstyd nie pojawić się za kibicowskimi barierkami. Wszystko dzięki ekipie SdWorx, która wysłała do naszego kraju dwie gwiazdy - Lotte Kopecky i Lorenę Wiebes. Obie mają na koncie liczne sukcesy w wyścigach szosowych, a także torowych i gravelowych. Tour AD 2026 ma trzy etapy, wszystkie płaskie, wszystkie na Podlasiu (Tomaszów Lubelski - Zamość, Włodawa - Lubartów, Janowiec - Lublin).

cisza przed burzą wyścigiem
za peletonem jadą samochody pełne lodu (jest bardzo gorąco), izotoników,
zapasowych żeli, części i przede wszystkim - rowerów
zawodniczki zamożniejszych zespołów czekają na start w takich
autokarach - w środku oprócz normalnych foteli jest wszystko co
może być im potrzebne: kanapa do relaksu i omawiania strategii, mała
kuchnia, toaleta czy prysznic, pralka i różne przedmioty (jak zapasowe
ubrania czy nogawki do masażu po wyścigu)
łańcuchy nasmarowane, nawigacje naładowane, numery startowe przymocowane

Ta pierwsza (Lotte) to mistrzyni Świata z 2023 i 2024 roku, mistrzyni Europy w jeździe na czas, sześciokrotna mistrzyni Świata z tory (dwa razy Madison, dwa razy wyścig punktowy, dwa razy wyścig eliminacyjny) i gravelowa wicemistrzyni Świata.

dziewczyny (może z racji mniejszej rozpoznawalności,  a co za tym idzie
mniejszej liczby autografów, które muszą machnąć) częściej podpisują
się tak, że da się rozczytać kto miał flamaster w dłoni. A nie jakiś
bohomaz, jedna literka na krzyż, krzaczek, który może być wszystkim.

Ta druga (Lorena) to aktualnie absolutnie najlepsza sprinterka w damskim peletonie, nikt nie ma z nią szans. Wygrała między innymi mistrzostwa Europy ze startu wspólnego (2022, 2024), gravelowe mistrzostwa Świata (2025) i Europy (2023), trzykrotnie torowe mistrzostwa Świata (dwukrotnie Scratch,  raz Omnium).

rower Loreny

Zaraz po podpisach dziewczyny pojechały wygrywać (Lorena zgarnęła co się dało - wszystkie trzy etapy, a w związku z tym również klasyfikację generalną), a my zobaczyć je jeszcze zanim na dobre się rozpędzą (najczęściej na wyścigach są dwa starty - honorowy, spod banerów, kolumna majestatycznie przejeżdża kilka kilometrów za samochodem sędziego i dopiero tam zabawa zaczyna się naprawdę - na wystrzał z pistoletu).

tylko minuta do startu, ale kto może chowa się jeszcze w cieniu
etap startujący z Janowca to trzeci, ostatni. Lorena na żółto, bo już jest
(i będzie, tego nikt jej nie odbierze) liderką Touru

A na koniec kolejne potwierdzenie, że dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane - bo wierzę, że Królestwo Herbaty SHiK Mandaryn chciało dobrze, ale wyszło... tak, że dobrze się złożyło, że większość dziewczyn z peletonu nie rozumie po polsku!

Wybrukowany jest też niestety rynek w Kazimierzu, do którego zajeżdżamy skonsumować koguta. I z pełnym brzuszkiem ruszamy na rundkę, by ten piękny kibicowski dzień uczynić jeszcze piękniejszym. A kogut przereklamowy.

kiedy trasa biegnie przez Wisłę i mieliście przeprawiać się promem,
ale stan rzeki jest za niski na takie ekstrawagancje