niedziela, 14 grudnia 2025

[przełęcz Wuling] trzy dwa siedem pięć

Strava (aplikacja dla kolarzy i biegaczy, w której można zdalnie rywalizować, a także chwalić się pokonanymi trasami) pokazuje różne statystyki: najdłuższa jazda, taka z największym przewyższeniem, najszybsze pięć kilometrów, dziesięć, dwadzieścia. Większość wyników co jakiś czas się poprawia. Z wysiłkiem, nierzadko przy akompaniamencie potu, krwi i łez, ale jest to możliwe. Mój niedawny rekord w kategorii “największy podjazd” poprawić będzie wyjątkowo trudno, bo mam na świecie tylko osiem miejsc, gdzie mogę to zrobić (większość w Ameryce Południowej). Rekord pochodzi z Tajwanu, gdzie o szóstej rano staliśmy na plaży po to, by kilka godzin później zrobić sobie zdjęcie z tabliczką “Wuling Pass, 3275 m n.p.m.”.

przygotowania na cały dzień poza cywilizacją
6:10, 0 m n.p.m.
10:00, 60 km od bramy wjazdowej do parku, 2300 metrów wyżej.
Jakby sam podjazd nie był wystarczająco wymagający, ulicę potajfunowo
remontują i w kilku miejscach jest zamknięta dla ruchu z wyłączeniem kilku
okienek, w które trzeba wcelować. Ten pierwszy "punkt kontrolny" otwierał
się o 10 dla wszystkich, któzye stoją w kolejce.
to było niezłe tempo!
Bardzo niezłe tempo - niestety dokładne liczby nie zapisały się
w historii, bo Pan Garmin raczył się rozpaść akurat na tej jeździe.
na pierwszy punkt kontrolny zdążyliśmy - ale otworzyli go z małym
(kilkuminutowym) opóźnieniem. Kilka kilometrów dalej był punkt drugi,
zakładaliśmy, że połączony - że jak się zdąży na jeden, to przepuszczą na oba.
Otóż na tym drugim punkcie trafiliśmy na panią służbistkę i ona powiedziała
"hola hola, mieliście tu być kilka minut temu, teraz to już zamknięte"
co oznaczało ponad półtorej godziny czekania
sukces
"największy podjazd na raz: 3275 metrów"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz