Kolarsko Majorka jest ąę. Peletony kolarzy w spodenkach Pas Normal Studios (280 euro) i koszulkach z MAAPa (165 euro). Rowerowe kawiarnie z wymyślnymi bezglutenowymi tostami i kawą na mleku migdałowym lub owsianym. Izotoniki 226ers i batoniki Cliff Bara w sklepikach po drodze. Hotelowe rowerownie na ponad stok sztuk. Ładowarki do ebajków na trasie. Drążki parkingowe pod rowery przy knajpach. Outlety Assosa zamiast outletów z sukienkami i torebkami. Fotografowie w atrakcyjnych spotach i zdjęcia, które można wykupić online. A wieczorami modne tapasy i kolorowe drinki.
Kanary są bardziej przaśne. Jedzenie również dobre, ale takie hiszpańsko-domowe. Mniejszy ruch na drogach, inna roślinność, a przede wszystkim Gran Canaria to góry, a nie pagórki. Długie, w tym bardzo długie podjazdy, brutalne ścianki, kapitalne widoki na kilometry w każdą stronę, rozległe przestrzenie, serpentyniaste zjazdy.
Coś ma jednak Majorka wspólnego z GC - obie wyspy są słabo skomunikowane z Warszawą. Z wakacji na jednej nie ma jak wrócić, na pracę zdalną na drugiej nie ma jak dolecieć, więc... rozwiązujemy ten problem po naszemu, czyli... nie opuszczamy Hiszpanii.
 |
| te drogi... |
 |
| znajdź mnie! |
 |
| nowa wyspa, nowe towarzystwo |
 |
nie rozumiem tego fenomenu i sama siebie, że pierwsze co sprawdzam o nowej wyspie, to czy da się ją rozsądnie objechać i jak wysoko sięga asfalt. Tu nie chodzi o udowadnianie sobie czegoś, bo przecież wiadomo, że wjadę! Ale jednak podróż bez odhaczenia najwyższego punktu nie jest kompletna... Gran Canaria połowicznie done #wyżejtusięnieda |
 |
| Pico de las Nieves, 1948 m npm |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz