piątek, 11 marca 2022

[Teneryfa] obojczyk nie jest do niczego potrzebny, chyba że ptakom do latania

Delikatne ostrzeżenie dla fizjologicznych wrażliwców (czyli na przykład dla autorki...).


tęcza, sobota 26 marca, około godziny 10

Pierwsze wspomnienie "po tęczy" to biały kasetonowy sufit. Miękka pościel. Zimno emalii miziające po tyłku. Wiem, że mi się chce do łazienki, bardzo; ale nie wiem co robić. Ja się zaraz obudzę i zobaczę biały sufit naszej sypialni w Los Silos, a na zegarku będzie 6:30 w sobotę, prawda? W takim przypadku głupio byłoby zamoczyć prześcieradło. Ale jeśli ta emalia jest prawdziwa, to ja muszę, już, natychmiast.

ewidentnie widać, że coś się dzieje! Takiego wysokiego pulsu (61) 
leżąc, to nie miałam już od lat! Zazwyczaj to jest bardziej 40...
(skądinąd przyprawiające o szybsze bicie serca lekarzy, że dlaczego takie niskie)

Emalia okazuje się prawdziwa, a nasze plany na sobotę i najbliższy tydzień sypią się jak domek z kart. Miało być tak: dojazd do wypożyczalni aut rowerem, wzięcie fury, powrót do apartamentu, zapakowanie bagaży, oddanie kluczy i hajda na wieczorny prom na Gomerę (sąsiednią wyspę). Był to plan idealny. Prawie. Dopóki okazało się, że hamowanie barkiem jest mało efektywne (no chyba, że ktoś życzy sobie złamać parę kości, to wtedy jest bardzo efektywne) - zresztą, wcale nie chciałam hamować.

wymieniłam pobyt na Gomerze na ten pokój - to był mało przemyślany deal
posiłki w zachodnim prywatnym szpitalu wcale nie takie lepsze od polskich!
Śniadanie: cztery małe sucharki, dwa dżemy, herbata... Skąd moje ciało ma
brać energię do naprawy? Chyba tylko z kontrabandy odwiedzającego.
z plusów - dostał mi się pokój z najładniejszym widokiem w szpitalu,
poprzednio gabinet dyrektora. Sprawdziłam - praca na komputerze i czytanie
wchodzi tu jak sucharki z dżemem
hiszpańskie recepty - tu leży sto euro :)

A tytułowe stwierdzenie? To cytat z kolegi koleżanki, ortopedy. A ja żeby nie kończyć przykrymi szpitalnymi wspomnieniami, wrzucę jeszcze zdjęcia sprzed tęczy, kiedy wydawało nam się, że co złego mamy już za sobą. Wydostać się z naszej zielonej cudownej północy do wypożyczalni aut można tylko przez przełęcz (1000+), a prognozy na sobotę na różnych stronach różnią się tylko skalą opadu - czy będzie padać czy lać. Rano jest rześko, żeby nie powiedzieć zimno, ale nie mokro! To znaczy trochę historycznie-po-nocy-mokro tak (o trzeciej obudził mnie łomot kropel o dach, ale o siódmej było już spokojnie), ale nie tak świeżo-właśnie-mokro! Cały podjazd udaje się nie zmoknąć, nie mogłam uwierzyć w nasze szczęście. Tja, szczęście... Do czasu...

środa, 2 marca 2022

[Teneryfa] 40% pokonało nawet Piotrka

Maska może się wydawać ciężka, kiedy myślimy o niej holistycznie - jak o czterokilometrowym podjeździe, bo chociaż są bardziej strome i dłuższe, to ona jest wystarczająco stroma i wystarczająco długa, żeby dała w kość. Co jednak, kiedy zapomnimy o filtrze "segmentu rozsądnej długości" i kiedy w dodatku rozejrzymy się tylko po najbliższej teneryfskiej okolicy? Czy 30% w końcówce przechodzące w 40% na "krótkiej" ulicy (przy tych nachyleniach słowo "krótko" wylatuje ze słownika, po prostu nie istnieje) nada się?

niby taki chojrak, ale jak już to 30 przeszło w 40 procent, to tylko coś
nieskładnie mruczał o nierównym asfalcie i pałętającym się psie
34 - numer domu czy opis gradientu?
aparat i kamera spłaszczają. Zawsze i bez wyjątku.
A tu jednak wydaje się być całkiem ostro, prawda? Nawet na zdjęciu...

czwartek, 24 lutego 2022

[Teneryfa] 26:53

Są takie dni, kiedy pisanie o rowerach może się wydawać niestosowne. Kiedy człowiek się boi, kiedy jest bezsilny, kiedy nie rozumie, kiedy czuje, że zaraz coś wciągnie go pod wodę, a on przestanie móc oddychać. Ale też w te dni rower jest jedynym, co utrzymuje go na powierzchni, co da radość, chociaż i zmęczenie oraz wyczyści myśli, pozwali się odciąć, zdystansować, zapomnieć. Więc jednak będzie o rowerach.

A raczej o jednym rowerowym podjeździe - Masce. W kolarskim światku jest uważany za jeden z trudniejszych, ale chociaż nie jest łatwy (na odcinku 3.64 kilometra trzeba podjechać 421 metrów), to jednak pokonaliśmy w życiu kilka gorszych bestii. Skoro jednak wszyscy uważają, że to taki trudny podjazd... to jednym z planów na Teneryfę było zostanie na nim tak zwaną lokalną legendą w aplikacji Strava. Wirtualny laurowy wieniec dostaje się za przejechanie danego segmentu największą liczbę razy w ciągu ostatnich dziewięćdziesięciu dni. Maskę zdobyliśmy cztery razy i za każdym razem bolało tak samo bardzo. Wróć, właściwie za każdym razem bolało coraz bardziej - bo to takie miejsce, które działa na ambicję jak czerwona płachta na byka - i jakoś zawsze chciałam pobić swój najlepszy czas. Całkiem nieźle to poszło! Z 30:31 w 2021 zeszłam do 26:53 (co daje niebotyczną prędkość 8.1 km/h). Wiadomo, im bardziej się cierpi, tym krócej się cierpi.

podjechałem, zjechałem, odpoczywam

niedziela, 20 lutego 2022

[Teneryfa] tak głodna, że zjadłabym Teide z kraterem

Na Teide wjechaliśmy rok temu dwa razy (od południa i zachodu), ale to tak poważna wyprawa i tak poważna góra, że warto odnotować kolejne dwa - tym bardziej, że teraz zaatakowaliśmy od północy i wschodu (tym samym zbierając komplet) i że obie jazdy dzieliły raptem trzy dni.

przy dobrej widoczności wulkan zachęca / kusi / prowokuje / wyzywa
podczas każdej pętli gdziekolwiek na wyspie

Północ

trzydzieści jeden? To jak z domu do Góry Kalwarii :)
generalnie całkiem przyjemne trzydzieści jeden kilometrów, chociaż
jedzie się je ciut (!) dłużej niż te do GK
oho, widać Królową wyspy
i jeszcze raz
i pyk, jesteśmy, teraz będzie najlepsze - 20 kilometrów niczym niezmąconego
zjazdu, potem trochę znowu pod górę i dalej w dół

Wschód

taki dzień zaczyna się wcześnie - wcześniej niż słońce zdąży się ubrać
i wyjść zza chmur do ludzi. Brak jego promieni powoduje pewną rześkość
powietrza.
kilka godzin później tego problemu (chwilowo) nie ma. Cieplej, ładniej,
Teide widać w całej okazałości. A ja, wbrew pozorom jadę w dobrym
kierunku - nasza pętla jest naprawdę długa (160km) i żeby dojechać na
szczyt, musimy najpierw od niego odjechać, proste.
jeszcze jesteśmy dość nisko, niebo ładne, cel widać, nogom ciepło
fotka pod roboczym tytułem "nie wierz nigdy mężowi".
Stanął fotki robić, to założyłam, że ścianka się tu kończy, a ona za
zakrętem tak naprawdę dopiero się zaczynała...
kolejny znak z serii motywujących...
Mało motywująca, ale też niesłychanie klimatyczna zrobiła się pogoda
- praktycznie cały podjazd (ale jednak nie cały!) jedziemy w chmurach.
Jest chłodno (temperatura oscyluje w granicy ośmiu stopni), a z drzew
pada mżawka (konsekwencja niskich chmur).
brr, no ale co zrobić? Przecież nie zawrócimy...
może postój na punkcie widokowym? Por favor!
wprawdzie zimno, ale klimat pierwsza klasa
z chmur wyjeżdżamy na wysokości mniej więcej 1700. Nie powiem, że
jest ciepło i pełnia lata, bo wieje, ale zdecydowanie jest ładnie, a po
wysiłku czuję się spełniona. Potem w dół, w dół, w dół, w dół, w dół...
i jeszcze ostatnia górka i prawie w domu, niedużo po zachodzie słońca

Potem

a uzupełnić kalorie można na przykład o tak.
Jestem tak głodna, że zjadłabym Teide z kraterem!

wtorek, 15 lutego 2022

[Teneryfa] po powrocie w moich żyłach będą płynąć ziemniaki

Dzień na Teneryfie zaczyna się od wizyty u Pana Bagietki. To niecałe półtora kilometra prostą drogą z małą hopką pośrodku. Zazwyczaj (okej, niech będzie: zawsze) ten obowiązek ta przyjemność przypada Piotrkowi. Ja gotuję jajka, wyjmuję z lodówki hummus i otwieram awokado, a on jedzie po dwie bułki z ziarnami, por favor.

Pan Bagietka jako żywy!

Potem wciąga nas wir pracy. Niestety tymczasowe mieszkanie nie jest zbyt fotogeniczne, nie jest też zbyt rozświetlone (nad czym ogromnie ubolewam) - parter plus małe okna wychodzące na patio to pewnie dobre rozwiązanie na upalne lato, ale nie dla uciekających od śniegu i lodu kolarzy z Polski. Im by się marzył nasłoneczniony taras, okna do podłogi i zero zasłon! A, i jeszcze widok na ocean. Ewentualnie na wulkan. Dobra, pomarzyli, to do roboty! A robota to głównie wideokonferencje, maile, dokumenty...

jedyne zdjęcie z naszego hiszpańskiego casa: sala konferencyjna "sypialnia"

Nie po to jednak przyjechali na Teneryfę, żeby zaraz się dać temu wirowi tak całkowicie wciągnąć! Kiedy tylko obydwojgu uda się upchnąć spotkania w dwóch blokach, żeby pomiędzy zmieściło się chociaż półtorej godziny wolnego, ruszamy pod górę. Pod względem rowerowym mieszkamy w najidealniejszym miejscu na wyspie - nie dość, że zielono, że spokojniej niż na południu, że blisko morza stromo, więc wjeżdża się z widokiem na ocean, to przede wszystkim świetnych podjazdów mnóstwo. Nasz domyślny, kiedy czasu mało, a chęć przepalić nogę jest, zaczyna się dwa kilometry od domu, pięćset metrów za Panem Bagietką. Jedziemy, jedziemy, jedziemy aż skończy się czas lub ochota, wtedy zawrotka i w kilka czy kilkanaście minut jesteśmy w powrotem przed laptopem. Idylla!

uśmiech
skupienie
Garachico
wąchanie kwiatków
patrzenie z nostalgią na ciastka w kawiarni

Co jemy? Kulinarnie nasza wioska rajem nie jest - pizzeria otwiera się o 19 w piątki, soboty i niedzielę. Do tego jedna restauracja z hiszpańskim jedzeniem, bar z tapasami i dwie kawiarnie z kanapkami. Póki mieliśmy wypożyczony samochód zapakowaliśmy pod korek lodówkę gotowymi daniami - tortillą do odgrzania, sałatkami z kuskusem (do tego tuńczyk z puszki i voilà, jeden posiłek z głowy mniej), zupami krem. I jakoś to leci. Generalnie jemy dużo ziemniaków - tortillę ubóstwiam i jem na kilogramy, częstym dodatkiem skrobiowym są frytki (te ograniczam) lub ziemniaki w mundurkach (tych nie cierpię).

tortilla z bananem
(wait, whaaaat? Ziemniory z bananem?! Ano :) W barze były też z porem
i jabłkiem...)
kanapki. Jemy ich tutaj dużo, bo i Hiszpanie lubią je jeść. Zawsze
zdrowiej niż ciastko... A do tego kakao!
cafe leche leche, ulubiony napój Piotrka
papryczki padrón, ulubiona przekąska Piotrka

Ale nie samym rowerem człowiek żyje - zeszłej zimy zrobiłam ten koszmarny błąd, że w planach tylko rower i rower, w kółko rower, a potem jak zaczął się sezon i długie dystanse, to okazało się, że nie ma mobilności, że nie ma mocnych pleców i mięśni brzucha, a zamiast tego były godziny skręcania się z bólu, nieprzespane noce i kolejne wizyty u kolejnych fizjo. W 2022 nauczona na własnych pomyłkach, rozciągam się prawie codziennie, a dwa razy w tygodniu wpada trening siłowy w siłowni z najpiękniejszym widokiem na świecie!

absolutnie najlepszym widokiem.
To moje ulubione miejsce na Teneryfie, a mata była pierwszym zakupem
na wyspie.
do ćwiczeń specjalistyczny sprzęt potrzebny nie jest - tu Piotrek wymachuje
sznurkiem do wiązania maty
ja w podróż ostatnio zawsze zabieram gumy rozporowe. Ważą tyle co
nic, a pozwalają zrobić ćwiczenie z obciążeniem.
chociaż tu obciążenia pod dostatkiem
(złośliwi powiedzieliby, że dobra ściema, wiadomo, że lawa nic nie waży,
ale przecież wśród Czytelników złośliwców nie ma)
jedyny mankament tej siłowni to, że mamy do niej 4.5 kilometra.
Niby blisko, ale ktoś matę musi zawieźć.
i tu w przeciwieństwie do Pana Bagietki tym obowiązkiem dzielimy
się po równo (no, a przynajmniej: równiej)