sobota, 8 lutego 2025

[Adelajda] czy ogon nie przeszkadza kangurowi w jeździe na rowerze?

Z emocji towarzyszących spotkaniu sir Marka Cavendisha na żywo, zapomniałam, że miałam do niego przygotowane pytanie! Chciałam się mianowicie dowiedzieć, czy na Isle of Man, skąd pochodzi, istotnie grasują walabie. Według internetu uciekły w latach siedemdziesiątych z zoo i zadomowiły się na dobre na wyspie.

z legendą kolarstwa, jednym z najlepszych (o ile nie po prostu najlepszym)
sprinterów w historii, mającym w palmares 35 zwycięskich etapów
Tour de France (i bardzo bardzo dużo innych bardzo dużych sukcesów)

Czy kolarstwo i kangury da się połączyć jeszcze inaczej?

podobnie jak w Tour de France przed peletonem przejeżdża karawana
aut (chociaż nie aż tak długa). Oto jedno z nich.
no a jak inaczej wyobrażaliście sobie maskotkę Tour Down Under?

czwartek, 6 lutego 2025

[Australia] lepszy kangur w garści niż walabia na dachu

Jej pazurki wczepione w moją dłoń, jej ślina na moich palcach... Michał wszystko popsuł, *to* miało być najlepsze wspomnienie australijskiej wycieczki, już wszystko było wiadome, już miałam to uzgodnione z kangurami! A tu psikus!

fajne te pazurki, takie nie za ostre
chłooooopaaaaaakiiiiiii, śniadanie!
no czekajżesz chwilę

poniedziałek, 3 lutego 2025

[Adelajda] brak czarnej kredy

Tour Down Under to trzydniowy wyścig pań i sześcioetapowy panów. Sami jeździmy codziennie, starając się w miarę możliwości, by nasza trasa przecięła ich trasę. Stajemy wtedy przy drodze i krzyczymy ile sił w płucach "dawaj - dawaj - Dominika" [Włodarczyk; mistrzyni Polski w barwach UAE Team ADQ] albo "dawaj - dawaj - Michał" [Kwiatkowski; the one and only, polski Mistrz Świata z 2014] bądź też "dawaj - dawaj - Kwiato", czerwieniąc się z braku deklinacji, ale taka forma na pewno jest łatwiejsza do wychwycenia przez nich w momencie wielkiego wysiłku (oraz wielkiego zgiełku). Dla Kwiatka szykujemy specjalną niespodziankę na trasie trzeciego etapu!

Niespodzianka wygląda tak, a 72 to Michała numer startowy. Początkowo pomysł zakładał kolorystykę tęczy kolarskiej (niebieski, czerwony, czarny, żółty, zielony), ale ma ona pięć elementów, a K-W-I-A-T-O sześć liter, dodatkowo czarny nie jest najpopularniejszym kolorem kredy (czy w ogóle istnieje czarna kreda?!).

nasza stacja artystyczna zainspirowała innych kibiców - z tym, że
nam udało się zająć lepszą stronę drogi. Zakręt był w lewo, więc
kolarze jechali lewą stroną - po *naszych* napisach.
Zdaje się, że ten zakątek to były jedyne napisy na całym wyścigu,
brawo my!
Kwiato na "T"!

Michała spotykamy też w cywilu (i to nie raz!) i spotkanie(a) Mistrza to moje najlepsze australijskie wspomnienie!


piątek, 31 stycznia 2025

[Adelajda] to mój syn

Po jeździe siedzimy w knajpie, raczymy się marchewkami i brokułem. Na telefonie leci końcówka wyścigu, do mety mniej niż trzy kilometry. Rozmawiamy po angielsku, bo w niepolskojęzycznym towarzystwie. W wyścigu kraksa, zmartwieni komentujemy sytuację, co podłapuje pan ze stolika obok. Podchodzi i podpytuje, co za kraksa i kto leży. Piotrek odpowiada, że ten świeżo upieczony mistrz Australii, no ten jak mu tam, nie pamięta jego nazwiska. Pan na to: "to mój syn"...

Tour Down Under jest wyjątkowy - zawodnicy są dosłownie na wyciągnięcie ręki. To pierwszy wyścig w roku, wszyscy wyluzowani, mieszkają w jednym hotelu, a zaraz obok niego pełne życia i wydarzeń miasteczko kibica (duży ekran z transmisją live, bąbelki, kiełbaski, kawa, stanowiska sklepów z branży rowerowej). Do tego codziennie kilka ustawek dla amatorów, spotkania z gwiazdami, autografy i selfiki, rozmowy, prezentacje nowych strojów na 2025. Słowem atmosfera jakiej nie ma nigdzie!

miasteczko kibica
PROsi mieszkają w Hiltonie, który na dwa tygodnie przybiera szatę kolarską

czwartek, 23 stycznia 2025

[Australia] nie wszystko kangur co się świeci

Trzydzieści kilometrów na godzinę, zakręciasta ścieżka, lewo, prawo, trzeba uważać, nic nie widać, światłocień, a tu mi ktoś krzyczy "patrz koala"... Jak on to robi?!?! Ja w Australii wypatrzyłam do tej pory jedną nieruchomą szarą kulkę, Piotrek kilkadziesiąt.

Oprócz dzikich koali z flagowych australijskich zwierząt widzieliśmy dużo dzikich kangurów (chociaż pogoda nie sprzyjała ich aktywności w ciągu dnia - wolały leżeć w cieniu drzew niż kicać), kilkanaście emu, dwie kolczatki (zwane też echidnami), stada papug, cztery foki, dwa delfiny. Wombaty - tylko w zoo.

Kategoria: ptaki.

"a tego wildlife'a widziałaś?"
no przyznaję, początkowo przegapiłam

poniedziałek, 20 stycznia 2025

[Adelajda] coś się kończy, coś zaczyna

Australijski roadtrip kończymy w Adelajdzie po 3200 kilometrach podróży autem wzdłuż oceanu. Za nami mnóstwo pięknych widoków, kilkadziesiąt wygłaskanych kangurów, po trzy zjedzone paje, noclegi w różnych miejscach, maksymalnie po dwie noce w tym samym łóżku, stopy z odciskami od wielokilometrowych spacerów, puste buteleczki po kremie z filtrem SPF50. O wielu z tych dni na blogu już było, teraz zbiorczo wrzucam trochę pozostałych ciekawostek i zdjęć, które nie pasowały wcześniej.

kiedy droga wygląda tak, w lusterka patrzy się nie tylko z obowiązku,
ale z przyjemności
kiedy stół śniadaniowy wygląda tak, dzień najchętniej zaczęłoby się
od dwóch śniadań
paje ze wszystkim, klasycznie z wołowiną
perspektywa pasażera
perspektywa kierowcy
perspektywa pasażera i kierowcy robiących przerwę na kolację
perspektywa kierowcy i pasażera robiących przerwę na patrzenia na
drzewo
ta sama przerwa, inne drzewo
przed samą Adelajdą znajduje się dość nieoczywiste niemieckie miasteczko
- Hahndorf. Mnóstwo knajp, w których królują sznycle i hot dogi 
z bratwurstem. Tutaj jedna z nich z dość niefortunnym logiem...
Uważnie sprawdzaliśmy, czy data z szyldu to 1839 czy nie jednak 1939...
a do tego niemieckie piwa i precle