Wszystkie najlepsze wspomnienia, najlepsze wyjazdy zaczynają się od tego, że ktoś rzuci głupi pomysł (tutaj nieskromnie przypiszę sobie tę zasługę, bo to moja rola - głupich pomysłów miewam dużo i to często). Dajmy na to przychodzi informacja w pracy, że tegoroczny wyjazd integracyjny zabierze nas na Słowenię na trzy dni (środa - piątek). Proces myślowy mógłby wyglądać wtedy na przykład tak: {dwa dodatkowe dni urlopu to 9 dni wyjazdu} - {rowery, rowery, rowery} - {na Bałkanach ciężko wypożyczyć szosę} - {trzeba wziąć własne} - {lądowo łatwiej niż samolotem, połączeń do Ljubljany zresztą mało} - {jak własny, to najlepiej pociągiem} - {do Wiednia i Pragi jeżdżą ekspresy} - {ok, pojedźmy na offsite rowerem, dajmy na to z Brna, kto jedzie?}. A że ludzki mózg ma 100 miliardów neuronów [a u autorki bloga 80 miliardów z nich jest 24/7 dedykowane planowaniu wyjazdów i przejażdżek rowerowych - przyp. red.], to taki hipotetyczny przepływ myśli zająłby około siedmiu milisekund. Kolejne kilka minut zajmuje znalezienie chętnych, a raczej chętnego, którego dla niepoznaki będziemy określać pseudonimem "K." i już - najtrudniejsze za nami, teraz wystarczy wytyczyć trasę, zarezerwować noclegi i kupić bilety na pociąg (co swoją drogą, jako że międzynarodowe i to jeszcze z rowerami, łatwe nie jest, bo trzeba pójść na dworzec osobiście, odstać swoje pół godziny przy kasie, a w nagrodę dostaje się dwanaście - sic! - karteluszków). (Zrealizowany) plan jest taki:
- dzień 0. (piątek), wieczorny pociąg Warszawa -> Ostrawa
- dzień 1. (sobota), poranny pociąg Ostrawa -> Brno, rower Brno -> Wiedeń (139 km, 1005 m do góry)
- dzień 2. (niedziela), rower Wiedeń -> Bruck an der Mur (180 km, 1178 m do góry)
- dzień 3. (poniedziałek), rower Bruck and der Mur -> Maribor (145 km, 719 m do góry)
- dzień 4. (wtorek), rower Maribor -> Ljubljana (142 km, 1161 m do góry)
- dzień 5. (środa), rower Ljubljana -> lotnisko (35 km, 235 m do góry), gdzie spotykamy się z naszymi drogimi kolegami z pracy, wsiadamy w autokar i do końca dnia leniuchujemy (zwiedzając jaskinię w Postojnej i jedząc)
- dzień 6. (czwartek), dzień bezrowerowy! piesza wycieczka w góry z Googlerami (10 km, 1000 m do góry)
- dzień 7. (piątek), rower Ljubljana -> Villach (66 km, 351 m do góry), pociąg Villach -> Wiedeń
- dzień 8. (sobota), rower Wiedeń -> Brno (166 km, 1067 m do góry)
- dzień 9. (niedziela), rower Brno -> Ołomuniec (137 km, 1553 m do góry), pociąg Ołomuniec -> Warszawa
![]() |
| szmat drogi zrobiliśmy - jakby nie było tysiąc kilometrów i ponad siedem tysięcy metrów przewyższenia |
![]() |
| [dzień #2, Austria] ... na tyle ładnie, że po raz pierwszy zdejmuję rękawki i nogawki. Niebo jest niebieskie, świeci słońce, właśnie taką pogodę zamawiałam, dziękuję i proszę o jeszcze. |
![]() |
| [dzień #7, Słowenia] piątek - czas powrotu. Około dziewiątej żegnamy się z kolegami i koleżankami, i ruszamy w drogę, najpierw podjeżdżamy do Planicy (o której w następnym poście). |
![]() |
| [dzień #7, Słowenia / Włochy] potem na chwilkę wjeżdżamy do Włoch, żeby odhaczyć czwarty obok Słowenii, Austrii i Czech kraj na tej wycieczce. |
![]() |
| [dzień #7, Austria] a tu już Austria i droga do Villach (o nim również w następnym poście) - tam obiad, zakupy, zwiedzanie i pociąg do Wiednia, gdzie nocujemy. |
![]() |
| [dzień #8, Austria] wyjazd z Wiednia jak poprzednio - szarobury dopóki nie przyszło wczesne popołudnie... |
![]() |
| [dzień #8, Austria] ...i dużo lepsza pogoda |
![]() |
| [dzień #8, Austria] dużo, dużo lepsza |
![]() |
| [dzień #8, Czechy] jedziemy żwawo [może żwawiej, ale nie żwawo - przyp. P. i K.], więc mamy czas na atrakcje - w sobotę są to czeskie zamki (ten z Lednic zresztą wpisany na listę UNESCO). |
![]() |
| [dzień #8, Czechy] a jak nie zamki, to złota czeska jesień. W sobotę dojeżdżamy do Brna, gdzie śpimy - a jak! - w airbnb. Przedtem szybka Billa i duże duże zakupy, bo głodni jesteśmy przeogromnie. |






































































