poniedziałek, 13 lutego 2023

[Almuñécar] człowiek składa się z sumy swoich doświadczeń

Skoro właśnie dodaję sobie kolejne, czy to znaczy, że mnie będzie więcej? Że przytyję?

że będzie mi się ciężej wtoczyć pod górę?

Moje nowe doświadczenie to pierwsze wakacje solo. To znaczy nie w tym sensie solo, że zupełnie sama, ale w takim, że bez Piotrka. Jadę na obóz kolarski organizowany przez chłopaków z Bike Brothers z Tarnowa pod kierownictwem ex-pro Tomka Marczyńskiego (kto to? Odpowiedź tutaj).

szef tegotygodniowego bałaganu
fot. @bikeshow.cc
To-mek, To-mek, więcej To-mka! fot. @pswitkowski
drobiazgi

Jest ciężko jakbym znowu była w pierwszej klasie gimnazjum czy liceum. Nikogo nie znam, trzeba dopiero przełamywać lody, zagadywać, poznawać się, opowiadać. Nie zawsze się udaje, czasem pytanie rzucone na wydawałoby się podatny grunt jest zbywane lakoniczną odpowiedzią. Istna męczarnia, a poza tym wyszłam z wprawy. Uczę się dużo o sobie, ale też o innych. Obserwuję, wyciągam wnioski. Ludzie nie lubią słuchać, lubią mówić, głównie o sobie.

cisza przed burzą
burza
(żeby nie było - normalnie nie zajmujemy dwóch pasów drogi, tu było
jakieś chwilowe przetasowanie w grupie)
nagroda - rodzaj pierwszy
nagroda - rodzaj drugi

To ja też poopowiadam o sobie, bo popokazywać siebie jak raz jest mi trudniej. Jako że mój prywatny fotograf wolał pracować niż jeździć na rowerze, a na obcych nie ma co liczyć (z wyjątkami - dzięki, Piotrku, Aldono, Tomku), dużo tego nie ma. Zrobiłam 7800 metrów w pionie i 457 kilometrów w ciągu sześciu dni, zjadłam dwa empanadas de atún i cztery serniczki, obeszłam Almuñécar tam i z powrotem trzy razy, przegapiłam wszystkie wschody słońca.

kiedy nie ma innych, trzeba liczyć na siebie
albo zadowolić się zdjęciami samej Mondzi
fot. @bikeshow.cc
fot. ja
fot. Aldona

Obóz był super, naprawdę, jednak wolę nasze samodzielne wyjazdy - wtedy trasa jest szyta na potrzeby i chęci. Jej długość, przewyższenie, tempo, godzina startu, rozmieszczenie przerw, liczba postojów na fotki. W grupie i to dużej nie da się spełnić oczekiwań wszystkich, nawet nie powinno się próbować, bo wtedy jedyne co można uzyskać to chaos. W związku z tym męczyłam się na podjazdach mocno, bo reszta silna i szybka i na każdym szczycie starałam się zminimalizować ich czas czekania na mnie. Z różnymi wynikami.

A towarzystwo? Sympatyczne, ale też mieszane - bardzo mocni i słabsi (albo jeszcze niewystarczająco wytrenowani na ten sezon czy z chwilowo gorszą formą). A z innej strony momentami zaskakująco zieloni w tę całą otoczkę kolarstwa. To nie przytyk, to jest okej, ale dziwi mnie, że nie wszyscy znają dobrze aplikacje do udostępniania treningów, nie wiedzą jak obsługiwać (ich własne!) nawigacje, jak wyznaczać trasy, jak szukać fajnych kawiarni na postój, jak jeździć w peletonie, że robią na nich takie wrażenie trasy po sto kilometrów, po dwa tysiące metrów przewyższenia i z/pod uporczywy wiatr. Wydawałoby się, że będą sami starzy (ewentualnie młodzi) wyjadacze. A jednak nie.

dobra, koniec tych palm, wracajmy do rowerów

A na koniec jeszcze parę widoczków z trasy od Piotrka (@pswitkowski) - naszego obozowego fotografa, dzięki!

fot. @pswitkowski
fot. @pswitkowski
fot. @pswitkowski
fot. @pswitkowski
fot. @pswitkowski

czwartek, 9 lutego 2023

[Góra Kalwaria] truskawkowa tęsknota za pierwszym wyścigiem

Na kolarskiej mapie Mazowsza jest jedno (no dobrze, od dziesięciu dni - licząc z filiami - cztery) absolutnie wyjątkowe miejsce. Napisałabym też niepowtarzalne, ale te filie... więc może jednak powtarzalne? Kolarska kawiarnia stworzona przez niesamowitego człowieka dla, - nas, lokalnych kolarzy, też niesamowitych. Miejsce, które powoduje, że sobotnie poranne przejażdżki ze znajomymi mają cel. Że jedzie się po coś i trzydzieści kilometrów ledwo starcza na decyzję, czy dzisiaj serniczek czy tiramisu. Zresztą nie chodzi tylko o pyszne ciastka i rzekomo (no przecież nie próbowałam!) pyszną kawę - chodzi o wspólnotę i o ilość serca, jaką Maciek - twórca tego całego przedsięwzięcia - w nie włożył. O nazwy ciastek, o masę sportowych pamiątek na ścianach, o nasze zdjęcia patrzące na nas z ramek, o cotygodniowe rywalizacje, w których można wygrać sympatyczne fanty, o wlepki warszawskich rowerowych grup i społeczności, o lokalne inicjatywy jak kolarskie (nachylone pod kątem, żeby dało się ich używać bez schodzenia z siodełka) kosze na śmieci czy petycje o naprawę asfaltu na newralgicznych okolicznych drogach. A przede wszystkim chodzi o Maćka uśmiech i jego życzliwość. Tadadadam - przed Państwem Góra Kawiarnia w Górze Kalwarii.

Góra Kawiarnia - jeszcze w starym lokalu. Chętnych na ciacho było
tu co weekend tak wielu, że Maciek wynajął większy lokal vis-a-vis,
a w starym otworzył lodziarnię.
Maciek - człowiek, którego znają wszyscy warszawscy kolarze.
Więcej od poczytania tutaj.
mówi się (i jest w tym sporo prawdy), że programista da się pokroić za
nowy t-shirt. Może być tani i z kiepskiego materiału, przetrwać tylko trzy
prania, byle z ciekawym nadrukiem.
Podobne uczucie jest między kolarzami a naklejkami, vide ekspres na
zdjęciu wyżej - pojechać w nową okolicę i zostawić swoją vlepkę na tablicy
na przełęczy czy w kolarskiej kawiarni to swoisty rytuał karbonowych
odkrywców XXI wieku.
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: nazwy ciastek, od których chce się
uśmiechać (chociaż może niekoniecznie za ich ceny (-: ) 
(Factor One to model jednego z topowych rowerów)
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: szacunek do tradycji i kreatywność.
Przy kawiarni są dwa murale.
tutaj finisz Kwiatka na MŚ 2014 w Ponferradzie
a tutaj Szurkowski
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: cotygodniowe rywalizacje.
Są cztery kategorie: (dziewczyny, chłopcy) x (największa liczba km
w tygodniu, najszybszy czas na segmencie podjeździe pod Górę
Kalwarię). Na zdjęciu odbieram nagrodę, co Maciek w soszjalach
opisał jako "najszybsza na segmencie i jakiś pan, który głaszcze
ją po kolanie przez czapkę Canyona".
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: zdjęcia zwykłych szarych
zjadaczy serniczka i tiramisu. To nasze miejsce dla nas.
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: kolarskie pamiątki, wystrój jedyny
 w swoim rodzaju i niepowtarzalny.
koszulki z autografami, bidony z autografami, rękawiczki z autografami
a nawet skarpetki z autografami
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: design, jeszcze raz
nawet łazienka ma klimat
w damskiej na ścianie króluje Kasia Niewiadoma, nasza najlepsza
kolarka szosowa
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: drobiazgi i akcenty
te drobiazgi co chwila się zmieniają, więc za każdym razem warto się rozejrzeć
Maćka i Górę Kawiarnię kochamy za: lokalne inicjatywy
w dużym lokalu razem w kawiarnią jest też sklep rowerowy
stary lokal (po przejściach)

A te filie? Najnowsza otwarta to Garden Club - kompleks sportowy w Konstancinie. Kilka sal z przyrządami do ćwiczeń i lustrem, jedna do jogi, dwa korty tenisowe, jeden do padla i - stoliki, przy których można odpocząć przy espresso i serniczku. Na uroczystym otwarciu gwiazdą jest Krzysiek Maksel, torowiec, dwukrotny wicemistrz Europy w sprincie drużynowym, kilkukrotny zdobywca Pucharu Świata. To brzmi jak punkt obowiązkowy w moim i koszulki sobotnim harmonogramie.

dziękuję za miłą rozmowę!
Krzysiek próbuje też swoich sił w padlu

piątek, 3 lutego 2023

[Pruszków] cztery razy w tygodniu na welodromie

W zeszłym tygodniu pobiliśmy absolutny rekord - na torze w Pruszkowie byliśmy czterokrotnie - trzy razy kibicować, dwa razy jeździć (tak, wiem, że dwa plus trzy daje pięć).

w weekend na torze odbywały się zawody Grand Prix, a ich organizacja
zniesmaczyła nas już w piątek. Sesja popołudniowa miała zacząć się o 17, na
stronie oficjalny program, o 17.20 jedzie koleżanka. Urywamy się wcześniej
z pracy, pędzimy do Pruszkowa, jest 17.15, uff, zdążyliśmy... ale na
medalowanie następnej konkurencji! Wszystko z niezrozumiałego powodu
wystartowało pół godziny wcześniej!
zawody odbywają się w Polsce i są dla naszej kadry doskonałym
sprawdzianem, ale w szranki stają też zawodnicy z zagranicy (Francji,
Litwy, Izraela, Norwegii, Czech)
po prawej Ula Łoś - multimedalistka MP, srebrna (w keirinie)
i brązowa (w drużynie) medalistka z ME 2022 w Monachium
Ula była też uprzejma się podpisać na mojej koszulce od podpisów
i od teraz będzie uśmiechać się do nas ze ściany
ale też i my!
bo nie samym kibicowaniem człowiek żyje

Aha, byłabym zapomniała o nowym członku naszej rodziny!

drodzy Czytelnicy, to jest Alek.
Alku, to są Czytelnicy, poznajcie się!