niedziela, 30 listopada 2025

[Tajwan] wysoki poziom absurdu

Jedna z najbardziej odklejonych od rzeczywistości scenek, jaka mi się w życiu przydarzyła, przydarzyła mi się na tajwańskiej poczcie. Wychodzimy rano z hotelu, żeby upolować śniadanie; naprzeciwko poczta. Myślę - legenda! Sama mi się napatoczyła, a ja przecież potrzebuję znaczków na widokówki! Wchodzę - kilka stanowisk "banking", podchodzę do tego "postal office" [tak, większość napisów w przestrzeni publicznej oprócz krzaczków ma też drobnym drukiem angielskie tłumaczenie]. Od progu mówię, że "Poland, Bōlán", three stamps, pokazuję trzy palce i telefon z przetłumaczonym zdaniem na chiński (używam tłumaczenia z angielskiego, żeby ominąć jedną hopkę - zakładam, że polski -> chiński i tak idzie przez angielski). Ekspedientka, a za chwilę dwie autentycznie chcą pomóc, powtarzają jak mantrę Bōlán Bōlán i rozglądają się zagubione. Przynoszą jakieś takie pocztówki z królikiem i narysowanym znaczkiem; niestety, wskazuję na narysowany kontur tego co mnie interesuje. Pani nic, brak pomysłów. No kuźwa, jestem na poczcie, więc mogę chcieć kupić na przykład nową książkę Mroza, mydło, różaniec albo opłacić abonament radiowo-telewizyjny na drugi kwartał 2026, nigdy nie wiadomo co ja mogę chcieć - ja, Europejka, ni w ząb nie umiejąca po chińsku i to "Bōlán", o co może chodzić? Aaaa, eureka, pani przynosi... kopertę. Odpalam "google images", pantomimę i wreszcie (ej, naprawdę minęło dużo czasu) na ladzie pojawiają się znaczki, a raczej jeden znaczek, bo w tym całym rwetesie trójka się zagubiła. Sztuka 12 juanów. Trzy sztuki to będzie "thirty..." i pani się zawiesza. Podpowiadam, że "six", ale pani nadal myśli, pyta drugiej pani (!), odpala kalkulator (!!) i triumfalnie (!!!) mówi, że "thirty six". Uff.

drugie miejsce w konkursie absurdów: Tajwan jest pełen (!) automatów
"łap szczęścia" - wrzucasz monetę (albo kilka), chwytak działa przez kilkanście
lub dziesiąt sekund i można sobie wyciągnąć nagrodę
jest ich naprawdę, naprawdę sporo! W jednym z mniejszych miasteczek
(nawet nie "miast") mieli ulicę Łap - na kilkusetmetrowym odcinku
naliczyłam siedem (SIEDEM) dużych sklepów wypełnionych automatami
a co można wylosować? Pluszaki, mniejsze i naprawdę ogromne, zabawki,
elektronikę, a także różne potrzebne przedmioty jak chusteczki nawilżające
czy kapsułki / proszek do prania... Ale to muszą być emocje tak sobie
proszek wychwytać!
and the winner is... pierścionkomat!
Co drugiemu/j przecież się zdarza zapomnieć, że akurat dzisiaj chciał/a
się oświadczyć, nie? Wtedy taki automat jak znalazł!
I żeby nie było - w środku były złote z diamentami po kilka tysięcy złotych!
Nie że jakieś takie zastępcze metalowe...

środa, 26 listopada 2025

[Tajwan] tajwańska ruletka

Herbaciane jajka to nasza największa tajwańska ekstrawagancja. Poza nimi staraliśmy się trzymać przetartych szlaków - nowe smaki są okej, próbowaliśmy, ale w pewnych ograniczonych ramach. Chińczycy są fantastyczni i bardzo ekologiczni - szalenie szanuję ich chęć zjadania zwierząt do końca (skóra, uszy, żołądki, serca, krew), niekoniecznie jednak mam ochotę w tym uczestniczyć. Trzeba uważać.

O tyle jest łatwiej, że zamówienia składa się na piśmie - nieważne czy w przydrożnej budce, czy w trochę wykwintniejszej knajpce, dostaje się do ręki listę, najczęściej zalaminowaną, i kredkę albo flamaster; i - zaznaczamy.

Co przychodziło? Tu bywało różnie, niekoniecznie to na co liczyliśmy. Próbowaliśmy się poruszać w znanych rewirach ryżu i makaronu udon, ale - .

najklasyczniejsze z klasycznych śniadań - naleśniko-omlety, z różnymi nadzieniami
(moje ulubione z tuńczykiem). Z zewnątrz coś a'la naleśnik, potem kołderka
jajeczna i w środku wyróżnik. Na niebieskującym talerzyku placuszki z rzepy.
Przy okazji ciekawostka: dużo śniadaniowni otwiera się o nieludzkich
porach (na przykład 3am)!
tak wygląda ekskluzywne śniadanie. Rywalizowaliśmy (no dobra, Piotrek
rywalizował) z Europejczykami ze stolika obok, kto wyczyści więcej miseczek.
Co w nich dokładnie było? Czasem lepiej nie pytać.
a za piekarnie niestety Tajwańczyków (i ogólnie Azjatów) nie szanuję.
Każda jedna bułka w oddzielnej plastikowej torebce. Może
higieniczniej, ale zdecydowanie nieekologicznie!
Azjaci lubią zupy
i ryż
może i nie ekskluzywnie, ale smacznie! Knajpa w garażu, 4.9 na mapsach,
jakieś osiem złotych za miskę makaronu z pastą sezamową i jajkiem
knajpka (nie za szumnie?) uliczna - klimat pozwala na gotowanie na ulicy
cenowe przeciwieństwo - za ten mały kawałek tip top tuńczyka zapłaciłam ponad
20 złotych. A gdzie?
ano na targu rybnym; prosto z morza, świeżutki, dopiero co pływał
na Tajwanie bardzo popularne są "nocne targi" - na wybranych ulicach
setki metrów budek z szybkim jedzeniem
jak na przykład z placuszkami bananowymi
albo smażonymi kalmarami

niedziela, 23 listopada 2025

[Tajwan] plantacje, fabryki i degustacje

Zamówienie gorącej herbaty w tajwańskiej knajpce nie jest zadaniem łatwym nawet przy asyście nowoczesnej technologii. Pokazuję na komórce tekst przetłumaczony przez googlową aplikację. Rzekomo znaczy "gorąca herbata". Pani kiwa głową i za chwilę przynosi kubek z chłodną (bez lodu, w temperaturze pokojowej). Próbuję jeszcze raz. Pani wygląda, że rozumie, zabiera i wraca z wrzątkiem. Czekam kilka sekund, kilkanaście, minutę, wygląda, że to koniec, więcej nie będzie. Trzecia próba - wyłudzenia szczurka, wreszcie udana (pani wrzątek odnosi do kuchni i pojawia się z gorącym napojem z moich ulubionych liści). To dziwne - Tajwan jest bardziej herbaciany niż kawowy (wody czy coli się nie pija; po prostu herbata do posiłku najczęściej oznacza chłodny napój) - w szczególności herbatę się tu uprawia i produkuje.

po prawej herbata, po lewej herbata, a środkiem...

Oczywiście herbata nie służy wyłącznie do picia, chociaż też:

degustacja.
Dostaliśmy po dwie czarki - te niskie i szerokie służyły do picia; te wysokie
do wąchania(!). Do zestawu dołączono instrukcję zaparzania (pierwsze miało
trwać bodajże 60 sekund, kolejne minutę 20, a cztery następne - 40 sekund).
przypominam - dzielimy przez 8 - czyli za 45 gramów ekstra herbaty należy
się 172.5 PLN.
Przeliczę to za Was: za kilogram wychodzi niecałe cztery koła.
No nie przywieźliśmy zapasów do Warszawy...

Można ją jednak dodać jako dodatek smakowy:

do sernika...
...do lodów...
...do jajek...
zaraz! Chwila! Stop! Jak to do JAJEK?!?!?!?!?!?!?
najtrudniejszy był pierwszy gryz (nie wiedzieliśmy zupełnie czego się
spodziewać; Chińczycy lubią bawić się z jajkami i czasami są to dość
odważne eksperymenty)
herbaciane jajka okazały się niezłe!

wtorek, 18 listopada 2025

[Tataka] ta taka brązowa kulka to małpa, a nie kamień?

Małp na Tajwanie jest mniej niż kangurów w Australii, a może po prostu (słusznie!) bardziej boją się ludzi i na nasz widok uciekają, gdzie pieprz - to jest te, tfu, - banany rosną? Kilka z nich było jednak niedostatecznie szybkich!

Z innych ciekawych zwierząt spotkaliśmy kraby.

Tytułowe zdanie zostało wypowiedziane podczas podjeżdżania przełęczy Tataka.

może tutaj?
tutaj raczej nie
a może tutaj?

poniedziałek, 17 listopada 2025

[Tajwan] czysto, czyściej, Tajwan

Jest jeszcze inny charakterystyczny miejski dźwięk, a właściwie uliczna melodyjka - śmieciarki. Anonsuje nim swoje przybycie i mieszkańcy mają dwie opcje - wystawić worki na ulicę lub poczekać i wrzucić śmieci samemu do wolno toczącego się pojazdu. Dużych koszy jak u nas na osiedlu (i w ogóle w Polsce) się nie praktykuje. Małych też jak na lekarstwo, a jednak przestrzeń publiczna jest tu wzorowo czysta. Nie mam dobrych zdjęć ilustrujących porządek, więc wrzucam kilka ładnych obrazków tajwańskiej natury.

Czysto jest też w hotelach, pensjonatach, mieszkaniach na wynajem - i żeby tak pozostało wszędzie proszą nas o zdejmowanie zewnętrznych butów przed wejściem do budynku/lokalu i zamianę ich na domowe klapki.

sobota, 15 listopada 2025

[Tajwan] żabka plus

Ostatnia obserwacja z metra, obiecuję, że w następnym poście wyjdziemy już ponad ziemię! Tajwańczycy lubią dźwięki. Kiedy czekam na peronie na wagonik w dobrą stronę i gdy on jest blisko, to wtedy zaczyna grać muzyka. Znajome nuty. Słucham uważniej - nokturn opus 9 no 2. Zresztą Chopina znają zwykli ludzie. Dwa razy pytano mnie skąd jestem - "Bōlán". Raz ripostą była Iga Świątek, a raz właśnie Fryderyk.

Dwukrotnie na podjeździe, gdzieś zupełnie poza cywilizacją słyszę "dla Elizy", z kolei w 7 eleven czujnik ruchu w alejkach brzdęka - nie wiem jak tam da się pracować... Ale, ale, Natalko, co to jest 7- 11? To centrum dowodzenia azjatyckim (bo popularne są też co najmniej w Tajlandii i Wietnamie) światem: przede wszystkim sklep, ale też miejsce, gdzie płaci się rachunki, należności za parkowanie i autostrady, wyjmuje pieniądze z bankomatu, korzysta z toalety, je i pije w wydzielonej części restauracyjnej.

Family Mart ma się do 7-11, tak jak Żabka miała do Fresh Marketu.
Tu dobrze widać stoły, przy których można zjeść na szybko proste dania

Na półkach (nie tylko 7-11), widzimy również znajome opakowania!

ja wszystko rozumiem, ale Terravita? Serio?!
żeby uzyskać ceny w złotówkach, dzielimy przez 8. Drogo.
przyznaję ze wstydem, że kupiłam w chwili słabości (ryż mi się przejadł
i miałam ochotę na jogurt z płatkami)