wtorek, 4 listopada 2025

[Cern] kosmos nad kosmosami i wszystko kosmos

Podstawowa korzyść z pracowania w takiej firmie jak moja? Znasz ludzi, którzy znają ludzi, którzy zabiorą cię w miejsca.

Jednym z takich miejsc jest Cern - miejsce wyjątkowe, w którym czujesz się taka malutka (vs wszechświat), a jednocześnie taka wielka (vs bozon Higgsa). Zasadniczo pracuje się tu nad trzema technologiami: akceleratorami, detektorami i antymaterią.

LHC (Large Hadron Collider, Wielki Zderzacz Hadronów, potężny akcelerator) zaczyna pracę od butli z wodorem - jeden mały psik to aż nadto cząsteczek. Potrzebujemy wiązkę, z której przy użyciu plazmy i magnesów izolujemy same protony. Ciekawostka: ponoć w jednej butli jest tyle atomów, że wystarczyłoby jej na 19 milionów lat eksperymentów, chociaż nie mam pomysłu jak można z butli zaczerpnąć tak małą liczbę atomów.

W każdym bądź razie już już te protony mamy, to zaczynamy je rozpędzać. Docelowo do prędkości światła. No prawie. Rozpędza się etapami - najpierw na prostej, potem na pierścieniach - jednym, drugim i wreszcie trzecim, najdłuższym dwudziestosiedmiokilometrowym (jest pomysł, żeby dołożyć - dobudować - kolejny, dłuższy - stukilometrowy!).

Wtedy wiązkę rozczepiamy na dwie - jedną puszczamy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, drugą przeciwnie, czekamy na bang i obserwujemy co uzyskaliśmy. Czasem zaobserwuje się coś nowego (jak bozon Higgsa - po raz pierwszy w 2012), czasem (cóż: zazwyczaj; albo: prawie nigdy) nie.

Detektory są cztery. Jeden to Alice. W samej króliczej norze nie byliśmy - LHC biegnie 100 metrów poniżej ziemi i kiedy wiązka lata *absolutnie nie wolno* zjeżdżać na dół, chyba że chce się świecić na zielono (od bardzo silnego promieniowania).


Oprócz detektora odwiedziliśmy data centre (chyba nie ma dobrego tłumaczenia tego terminu), czyli coś co Googlerzy lubią najbardziej (a przynajmniej co Cerniaki myśleli, że Googlerzy lubią najbardziej). W data centrze było jak w data centrze: głośno, ciepło, dużo maszyn, szumiało.

I jeszcze jeden budynek - jedyny w Cernie, w którym cząsteczki się zwalnia, a nie przyspiesza. Fabryka antymaterii - tam gdzie się ją wytwarza, a potem bada. Wytwarza się klasycznie, po Cernowemu zderzając ze sobą rozpędzoną materię, łapiąc co się pojawi, a potem zwalniając. I to jest ta prostsza część - wytworzyć antymaterię to "każdy" umie, ale jak ją potem utrzymać przy życiu? Trudna sztuka, wymagająca niesamowitych pokładów energii i dużej liczby elektromagnesów. Czyli da się? Da się. Da się na tyle, że naukowcy (w tym nasza polska Basia Latacz) rozpracowują już jak taką antymaterię transportować (!) między labolatoriami.

drzwi w Fabryce Antymaterii.
drzwi z prawdziwego zdarzenia, które w zasadzie nie są używane...
(pracownicy wchodzą takimi zwykłymi tam z tyłu)
Ich historia sięga czasu, kiedy kręcono "Anioły i demony", ekranizację książki
akcji, film z budżetem hollywoodzkim - tak dużym, że jego twórcy mogli
zażyczyć sobie kręcenia scen o fabryce antymaterii w miejscu oryginalnym.
Przyszli, zobaczyli te zwykłe szare drzwi i powiedzieli, że jednak wolą
w LHC, bo tam mają takie drzwi bardziej wyględne. Na co szef antymaterii
się zawstydził i uznał, że to już się nie może nigdy powtórzyć
i zamówił takie same... a że nikt z nich nie korzysta? A to już inna sprawa

W Cernie widziałam też trzy medale za Nagrodę Nobla, ale phi! z Noblistami to ja też pracuję, wielkie mi co [Michel Devoret, który dostał Nobla dosłownie kilka tygodni temu jest Googlerem, ale nie - nie znamy się osobiście i nie pracujemy w jednym zespole, niezależnie od tego, jak szeroką definicję "zespołu" przyjmiemy].

Dzień po idziemy dumać nad kosmosem w podgenewskie góry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz